środa, 15 stycznia 2014

47 dowodów męstwa


W tym tygodniu byłam z przyjaciółmi w kinie i nie byłoby w tym nic nietypowego, gdyby nie to, że pierwszy raz w życiu po wyjściu  z kina nie wiedziałam co powiedzieć. Każdy komentarz dotyczący filmu wydawał mi się błahy i nie oddający w pełni moich myśli. 




Na „47 roninów” poszłam nie z fascynacji japońską kulturą. Nie dla pięknych widoków i przystojnych samurajów. Poszłam, ponieważ znajomi chcieli go obejrzeć, a nie było nic innego godnego uwagi (poza Wilkiem z Wall Street, na który idziemy następnym razem). W swojej ignorancji dopiero przy wyborze filmu przeczytałam jego opis i dowiedziałam się, że film jest o Japonii. Wcześniej nawet nie wiedziałam, kto to jest ronin. Całe szczęście, że wiedziałam kim jest samuraj. 

Jednym słowem Japonia nigdy nie była krajem, którym się interesuję i marzę skrycie, żeby tam pojechać. Co to, to nie.


Nie będę zdradzać fabuły filmu. Mogę jedynie zachęcić Was do jego obejrzenia. Chciałam natomiast napisać o czymś innym, konkretnie o męstwie. Czy będę pisać tylko o mężczyznach? No, niekoniecznie. 


Przedstawiony w „47 roninach” obraz mężczyzny jest piękny i przerażający jednocześnie. Z jednej strony honor własny i rodziny stawiany ponad wszystko inne, nawet ponad własne życie. W japońskiej kulturze w czasach samurajów bardzo istotnym było, w jaki sposób się umrze. Szczególnie, jeżeli śmierć była karą za jakieś przestępstwo. Aby oczyścić się z hańby należało popełnić seppuku, na które trzeba było otrzymać pozwolenie szoguna, władcy Japonii. Jeśli szogun nie wydał zgody, taka osoba była wieszana jak zwykły przestępca, co okrywało hańbą zarówno ją, jak i całą jej rodzinę. 


Jak wielką odwagą trzeba się wykazać, odbierając sobie w ten sposób życie? Jak bardzo trzeba wierzyć w to, że postępuje się słusznie?


Z drugiej strony władza szoguna nad życiem innych ludzi jest przerażająca. Jeżeli ktoś dziękuje innemu człowiekowi, że może odebrać sobie życie... 


Ale nie tylko o mężczyznach (w tym przypadku samurajach) chciałam napisać. Moją uwagę zwróciły również dwie kobiety. Ich cicha siła, nie wystawiana na widok publiczny. 
Pierwszą z nich jest córka księcia Asano. Silna i kochająca.


Jednak najbardziej fascynującą kobietą jest żona Oishi. Jej miłość do męża i syna, wierność wartościom i siła, aby zrezygnować z własnego życia, z tego co było tego życia sensem, dla sprawy nadrzędnej. Wsparcie, jakie pomimo wszystkich przeciwności okazuje mężowi. Wie, że niezależnie od tego, czy jego misja powiedzie się czy nie, straci go. I wspiera go mimo własnego cierpienia. Jej siła jest niesamowita.


„47 roninów” polecam każdemu. Niezależnie od tego, czy uwielbiacie Japonię, czy jest Wam zupełnie obojętna.



Brak komentarzy :

Prześlij komentarz