środa, 5 lutego 2014

O najlepszym różu słów kilka, czyli róż Bourjois

Moja przygoda z różami zaczęła się dość późno. Nie byłam do nich przekonana. Łatwo się czerwienię, mam jasną karnację i ciemne włosy. Wydawało mi się, że klasyczny odcień zupełnie nie będzie mi pasował. Poza tym, jako osoba początkująca z makijażem nie wiedziałam, jak nałożyć róż żeby nie przesadzić. Poczytałam opinie w internecie i do swoich pierwszych testów wybrałam róż Bourjois  w odcieniu 12 - Brun Poudre.
Poczekałam, aż będzie na niego promocja i tak oto pierwszy raz w życiu kupiłam coś w Douglasie.

Nazwa:

Bourjois Blush
12 - Brun Poudre

Opakowanie:


Zadziwiająco wytrzymałe. Róż mam od mniej więcej 4 lat. Zamknięcie działa bez zarzutu, opakowanie jest całe i w żaden sposób nie jest uszkodzone, a wierzcie mi nie oszczędzam go ;) Nawet napisy się nie starły.
Opakowanie zawiera lusterko i pędzelek. Nie używam go, ale wydaje się być dobrej jakości. Jest miękki i w sytuacjach awaryjnych powinien wystarczyć.

Pojemność - 2,5g

Mimo niewielkiej pojemności  wydajność różu jest co najmniej zaskakująca. Kupując go wiedziałam, że kosmetyki wypiekane są wydajne, ale nie spodziewałam się, że aż tak. Jak wspomniałam mam go około 4 lata i została jeszcze mniej więcej 1/3 produktu. 
Odcień jest bardzo zgaszony, raczej brzoskwiniowy niż różowy. Róż zawiera drobinki, ale są one prawie niewidoczne na twarzy. Jego ogromną zaletą, szczególnie dla osób początkujących, jest to, że bardzo trudno z nim przesadzić. Możemy go dokładnie rozetrzeć, dodawać więcej koloru. Nie tworzy plam. Jest trwały, a gdy już się ściera robi to równomiernie. 


Polecam, nie tylko początkującym :)

Ocena - 10 / 10

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz